poniedziałek, 6 kwietnia 2015

"Zaklinaczka butów"- Helena Rubczak

"Kiedy mężczyzna kocha kobietę, jest gotowy na wiele.
Kiedy kobieta kocha... buty, jest gotowa na wszystko."

W ten piękny, świąteczny czas zachęcam do zapoznania się z recenzją absolutnie nieświątecznej książki Heleny Rubczak pt. "Zaklinaczka butów". 
Bohaterami książki są Milena, Julia, Gina, Laura, Helena, Beata i Borys- osoby bez reszty pochłonięte pasją kupowania i kolekcjonowania butów, bucików, buciczków, buciorów... Za parę nowego obuwia gotowi są zapłacić każdą cenę, a w przypadku gdy w sklepie niema ich rozmiaru katować się noszeniem zbyt małego lub zbyt dużego wypełnianego gębką, bo w końcu czego się nie robi żeby wzbudzić podziw i zazdrość ludzi. 
Pewnego dnia każde z nich spotyka zaklinaczkę butów. kobietę, potrafiącą wyczarować buty ich marzeń i wyleczyć ich przy tym z uzależnienia. 

"[...] z dnia na dzień stałam się zaklinaczką ludzkich dusz ukrytych w ich własnych butach."

Najbardziej infantylna i nudna książka na jaką ostatnio (jeśli nie "w ogóle")się natknęłam. Sam sposób pisania autorki do mnie nie przemawia co jeszcze w połączeniu z drętwą fabułą daje coś, czego po prostu nie da się czytać.
Portrety wszystkich postaci, mimo że różne, ograniczają się do tego, że żyją oni dla butów i dzięki butom; zrobiliby dla nich wszystko; one zniszczyły im życie; potem, przy pomocy zaklinaczki, pomogły im na nowo się podnieść...
Chciałam pochwalić autorkę za próbę stworzenia psychologicznego znaczenia tej książki, ale nie zrobię tego ponieważ wyszła "płytka powieść z przesłaniem" co raczej nie najlepiej do siebie pasuje i gdyby była ona po prostu "płytką powieścią" można by to traktować jako całkiem śmieszny żart.
Jedyne co mogę powiedzieć na plus to to, że wydanie ma ładną czcionkę.

Cóż, to by było na tyle jeśli chodzi o tę recenzję. Jeśli chcesz zapoznać się z tą książką i wykreować sobie własne zdanie na jej temat- proszę, aczkolwiek ja nie polecam. 

Ocena:
3/10

Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym "Reading Challenge 2015" KLIK w kategorii "Książka, której akcja toczy się w twoim rodzinnym mieście"

piątek, 3 kwietnia 2015

"Zostań, jeśli kochasz"- Gayle Forman

"Uświadomiłam sobie nagle, że umieranie jest proste. To życie jest trudne."

Książka Gayle Forman pt. "Zostań jeśli kochasz". No i co tu dużo mówić...

17-letnia Mia może spokojnie nazwać się osobą szczęśliwą. Ma kochającą rodzinę, wierną przyjaciółkę, wspaniałego chłopaka i pasję, która czyni jej życie jeszcze piękniejszym- grę na wiolonczeli. Wszystko zmienia się jednego dnia, kiedy to szkoły zostają zamknięte z powodu śniegu, a rodzina Mee postanawia twórczo wykorzystać ten czas i wybrać się w odwiedziny do przyjaciół: Henry'ego, Willow i ich małej córeczki. W drodze dochodzi do wypadku, w skutek którego bohaterka trafia w ciężkim stanie do szpitala...
Dostała możliwość wyboru: odejść, zostawiając najbliższych; czy zostać i cierpieć po stracie rodziców i młodszego brata. Oba warianty wydają jej się zarówno dobre i złe, a decyzja zbyt trudna. Co wybierze?

"Jeśli każesz mi odejść, odejdę. [...] Mogę cię stracić w taki sposób, jeśli nie stracę cię dzisiaj. Pozwolę ci odejść. Jeśli zostaniesz."

"Zostań, jeśli kochasz" jest powieścią poruszającą do głębi, niezwykle emocjonalną i zmuszającą do refleksji. Czytając ją łzy płynęły mi po policzkach.
Znajduje się w niej mnóstwo retrospekcji, ponieważ bohaterka, leżąc w szpitalu, wspomina całe swoje dotychczasowe życie i zaczyna dostrzegać w nim różne aspekty, na które wcześniej nie zwracała uwagi.
Każdy z bohaterów wnosi coś z siebie do fabuły (no może prawie każdy. Uważam że ogromną ilość cioć i wujków Mii można by zredukować do kilku osób, ale nie jest to istotne), ale najważniejszymi są według mnie Mia, jej rodzice, brat (osoba wnosząca tyle uśmiechu przez łzy: "Wyglądasz przerażająco, ale ładnie. [...] Powiedziałbym też, że sexy, ale jestem twoim bratem, więc to by było obleśne."), dziadkowie, Kim, Adam (przyjaciółka, chłopak), Willow i Henry, no i może jedna z pielęgniarek- Ramirez.
Książka dobra, a nawet bardzo dobra, ale czegoś mi w niej brakowało. A może chodzi tu o reakcje innych na tę lekturę? Większość z was na pewno zauważyło że wiele osób zarzekających się że nie lubi czytać sięga po tę pozycję i jest takie: "Wow, kocham książki!". Oczywiście rozumiem że każdy pretekst aby zacząć czytać jest dobry, ale gdy powtarza się to w kilkudziesięciu (jeśli nie więcej) przypadkach to zaczyna się robić trochę irytujące. Sama sięgnęłam po tę powieść żeby dowiedzieć się co inni w niej widzą...
Na minus oceniam to że na filmowym wydaniu (które posiadam) zmieniono tytuł z "Jeśli zostanę" na właśnie "Zostań, jeśli kochasz" co jest raczej słabym odwołaniem do oryginalnego tytułu: "If I stay".

Ocena:
7/10

Książka bierze udział w wyzwaniu "Reading Challenge 2015" KLIK w kategorii "Książka, której akcja toczy się w innym kraju".

piątek, 27 marca 2015

"Mężczyzna, którego nie chciała pokochać"- Federico Moccia

"Dlaczego wszystko tak łatwo się zaczyna i kończy? Ludzie nie chcą niczego stworzyć, nie chcą iść naprzód, nie potrafią zrezygnować z pewnych rzeczy, nie potrafią być silni. Dlaczego nie chcą czystej, pięknej miłości, uczciwej miłości... Dlaczego..."

Recenzja książki, która rozbiła moje serduszko na miliony malusieńkich kawałeczków, czyli "Mężczyzna, którego nie chciała pokochać" Federica Mocci.

Sofia jest młodą, piękną i zdolną pianistką. Wielkie sale koncertowe ubiegają o jej występy, ale ona odrzuca wszelkie propozycje. Dlaczego? Gdy jej narzeczony Andrea, dobrze zapowiadający się architekt, ulega wypadkowi i walczy o życie ona składa śluby Bogu, że jeśli jej ukochany przeżyje porzuci grę na fortepianie. 
Tancredi to przystojny, seksowny i nieprzyzwoicie bogaty biznesmen ze smutną przeszłością, która napiętnowała całe jego życie. Nie potrafi kochać, a może się tego boi. Każdą swoją kobietę traktuje jak zabawkę, która szybko mu się nudzi i szuka następnej. 
Dwie tak różne osoby spotykają się nagle deszczowego dnia w kościele. Ona przysłuchuje się próbie chóru, on próbuje schronić się przed deszczem. On zaprasza ją na kawę, ona odmawia, ale jeszcze się spotkają... 

"Za twój śmiech, który dodaje ci jeszcze więcej urody. I za mnie, ponieważ po raz pierwszy powiedziałem prawdę, ale mi nie uwierzono."

Jest to już kolejne moje spotkanie z literaturą pana Mocci i jak zawsze jestem całkowicie oczarowana.
Powieść jest napisana typowym dla tego autora lekkim i dostępnym językiem, jednak zawarta w niej historia to już zupełnie inna bajka. Mam na myśli to, że Federico Moccia znany jest z książek dla młodzieży, a tą można spokojnie polecić także osobom dorosłym przede wszystkim ze względu na myśl przewodnią tego utworu: poszukiwanie szczęści. Główna bohaterka książki w pewnym momencie wypowiada w myślach słowa "Chciałabym być szczęśliwa". Ludzie zawsze szukali szczęścia i będą go szukać.

"Życie jest jak huśtawka, która kołysze się między słonecznym boiskiem a burzą."

Zawsze podchodzę do książek bardzo emocjonalnie (pisałam już o tym w którejś z wcześniejszych recenzji) i podobnie jest w tym przypadku. W wielu momentach z wypiekami na twarzy czekałam na rozwój wypadków i serducho waliło mi z podekscytowania, w innych oczy szkliły mi się od łez a kilka stron dalej wybuchałam śmiechem.
Rozpatrywałam różne warianty zakończenia, ale nawet to, co pomyślałam 3 strony przed końcem książki okazało się nie być prawdziwe. Zakończenie naprawdę zaskakuje. Jest happy end, ale na pewno nie taki, jakiego czytelnik mógłby się spodziewać.
Tradycyjnie napiszę jeszcze trochę o postaciach: zarówno tych, które bardzo polubiłam i z którymi bardzo się zżyłam, jak i tych, które wyjątkowo mnie irytowały lub po prostu je znienawidziłam. Zacznę od tej przyjemniejszej części. Tancredi (cudowny, fantastyczny, chcę takiego), Sofia, Ola- była nauczycielka gry na fortepianie Sofii, Stefano- najlepszy przyjaciel Andrei, Andrea (chociaż pod koniec książki moja sympatia do niego znacznie spadła i nawet zaczęłam się zastanawiać czy przypadkiem nie umieścić go na liście bohaterów znienawidzonych) i Savini- prawa ręka Tancredi'ego to postacie, które z różnych powodów są dla mnie ważne i bez nich książka straciłaby swój niezwykły urok. Druga część mojej listy jest dużo krótsza, a znajdują się na niej: Lavinia- przyjaciółka Sofii oraz Vittorio- ojciec Tancredi'ego.
Cieszę się że na końcu książki znalazły się "Utwory muzyki klasycznej cytowane w powieści".

Cytaty. które chciałabym zawrzeć w tej recenzji, ale nie wiedziałam jak ładnie je wpleść:
- "Doszedł do dziwnego wniosku na temat relacji miedzy dwojgiem ludzi: małżeńskie szczęście zależy od tego, jak szybcy jesteśmy w podejmowaniu decyzji, co należy, a czego nienależy powiedzieć."
- "Pewnych spraw nie można zmienić, trzeba je zaakceptować takimi, jakimi są. Są też takie, które zmienić się da."
- "A ja?! Jaki film zobaczyłem, co takiego zrobiłem, jakie miałem możliwości wyboru? Nikt mnie nie spytał: czy chcesz tak żyć? Czy nie lepiej było zostawić mnie na tamtej ulicy? Czy tamten samochód nie mógł mnie przejechać na dobre?Albo czy nie mógłbym stracić świadomości, nie wiedzieć nic i niczego nie pragnąć?"

Ocena:
10/10

Książka bierze udział w wyzwaniu "Reading Challenge 2015" KLIK w kategorii "Książka z końca twojej listy "do przeczytania"".

sobota, 7 marca 2015

"Moja ukochana zmora"- Anna Sokalska

Dzisiaj recenzja króciutkiej i bardzo przyjemnej książki Anny Sokalskiej pt. "Moja ukochana zmora".

"Mityczny prokurator, piękny, młody, bogaty, inteligentny, mający władzę i garnitur za cztery tysiące złotych" Rafał Strzelecki, pewnego dnia spotyka Natalię, dziewczynę mieszkającą w parku. Po krótkiej i nieco dziwnej rozmowie dziewczyna znika, a Rafał nie może przestać o niej myśleć.

Do przeczytania tej książki zachęciło mnie tak naprawdę ostatnie zdanie z opisu z tyłu okładki czyli "Sprawy komplikują się jeszcze bardziej wraz z pojawieniem się Baby Jagi...". W mojej głowie pojawiła się wtedy myśl w stylu "Jest! Będzie coś z mitologią słowiańską", a podczas czytania, gdy trafiałam na postaci takie jak rusałka, topielica, zmora moja miłość do tej powieści stawała się coraz większa. Podoba mi się to, że postaci, które według dawnych Słowian są wrogie dla ludzi, tu zostały przedstawione jako dobre i częściowo pokrzywdzone przez mitologię (z wyjątkiem w formie Agaty).
W książce nie ma długiego i nużącego wstępu, bo i niema na niego miejsca. Napisana jest w sposób łatwy w odbiorze i ciekawy. Autorka płynnie przechodzi z opisywania jednego wydarzenia na następne dzięki czemu czyta się tą lekturę szybko i przyjemnie bez zadawania sobie w głowie pytań typu: co? jak? gdzie? kiedy? dlaczego? przy każdej zmianie miejsca akcji, co często zdarza się (przynajmniej według mnie) przy tak cieniutkich powieściach.
Zakończenie mnie zaskoczyło i musiałam przejrzeć książkę jeszcze raz żeby sprawdzić czy przypadkiem nie skleiła mi się jakaś strona, ale niestety lub nie nic takiego się nie wydarzyło. Kto wie, może gdyby skończyła się tak, jak sobie wyobrażałam nie podobałaby mi się tak bardzo?
Apel do osób, które nie czytają "Słowa na koniec", "Od autora" itp.:
W tym wypadku naprawdę warto się z tym zapoznać ponieważ są to bardzo mądre i wartościowe cztery strony.
Jeszcze tylko dosłownie kilka słów o samym wydaniu: Przepiękna okładka; grube, łatwe do przewracania kartki; duża, czytelna czcionka.

Podsumowaniem może być tylko jedno słowo: POLECAM!
Chociażby ze względu na moją kochaną mitologię słowiańską.

Ocena:
9/10

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania tej książki dziękuję autorce, Pani Annie Sokalskiej 

Książka bierze udział w wyzwaniu "Reading Challenge 2015" KLIK w kategorii "Książka napisana przez kogoś przed 30".

czwartek, 5 marca 2015

"Nikt nie chciał słuchać"- Isobel Kerr, Alex Kerr

Czasami w sytuacji takiej jak twoja ludzie mają do wyboru: zwyciężaj albo giń. Ty, rzecz jasna, postanowiłaś zwyciężać. 

Dzisiaj historia prawdziwa napisana przez rodzeństwo Isobel i Alexa Kerr "Nikt nie chciał słuchać"

Życie Isobel i Alexa od najmłodszych lat nie było usłane różami. Dorastali w strachu przed własnym ojcem, który pałał do nich ogromną nienawiścią i za wszelką cenę próbował uprzykrzyć im życie. Prawdziwy koszmar zaczął się dla nich jednak w momencie, gdy ten w przypływie szału zamordował ich matkę. Odtąd zaczęli tułać się po kolejnych domach opieki, gdzie wszyscy traktowali ich jak przestępców mimo że, rzecz jasna, niczego nie zrobili. Rodzeństwo dowiaduje się ponadto że jest obciążone poważną chorobą genetyczną...

Gdy zaczęłam czytać tę książkę ciężko było mi przyzwyczaić się do tego że opisane wydarzenia nie są fikcją literacką lecz faktami. Człowiekowi zawsze wydaje się że rzeczy straszne są odległe, że zdarzają się ale nie dotyczą mnie. Tak jest zawsze lub prawie zawsze, dopóki nie dotkną kogoś bezpośrednio.
W telewizji często pojawiają się informacje na temat przemocy w rodzinach zastępczych czy źle stworzonym programie pomocy ofiarom tragedii, ale dopóki nie przeczytałam tej książki myślałam że występuje to tylko w Polsce.

"Nikt nie chciał słuchać" jest smutną i wzruszającą historią o dwójce osamotnionego rodzeństwa, które cały czas trzyma się razem i pomaga sobie w pokonywaniu wszystkich przeszkód pozostawionych na drodze przez los.
Gdy jeszcze żyła ich matka bardzo dbała o ich edukację i woziła ich na wiele zajęć pozalekcyjnych. Po jej śmierci dzieci nie chcąc jej zwieść w mirę możliwości starały się kontynuować naukę i dzięki temu osiągnęli znacznie więcej niż wiele osób w podobnej sytuacji.
Narracja w książce prowadzona jest naprzemiennie raz prze Isobel, raz przez Alexa, dzięki czemu możemy poznać punkt widzenia każdego z nich. Niektóre wspomnienia są powielane, ale znacznie częściej Alex kontynuuje to, co zaczęła Isobel, i na odwrót.
Podsumowując: książka jest jak najbardziej warta przeczytania i polecam ją.

Ocena:
7/10

Książka bierze udział w wyzwaniu "Reading Challenge 2015" KLIK w kategorii "Literatura faktu"

poniedziałek, 23 lutego 2015

"Trzy metry nad niebem"- Federico Moccia

"-Jestem szczęśliwa. Nigdy w całym swoim życiu nie czułam się tak dobrze. A ty?
-Ja?- Przytula ją do siebie.- Ja czuję się znakomicie.
-Tak, że mógłbyś palcem dotknąć nieba?
-Nie, nie tak.
-Jak to, nie tak?
-O wiele wyżej. Co najmniej trzy metry nad niebem."

Luty nie jest dla mnie najlepszym czytelniczym okresem... Dzisiaj recenzja młodzieżowego romansidła (często określanego, nielubianym przeze mnie, mianem "dramatu"), autora, którego uwielbiam, a i tym razem mnie nie zawiódł. "Trzy metry nad niebem" Federica Mocci.

Babi jest typową dziewczyną z dobrego domu: grzeczna, poukładana, nigdy nie używa brzydkich słów, jest prymuską w szkole, przygotowuje się do matury. Pewnego dnia poznaje Stepa, agresywnego chuligana, którego życie składa się z wyścigów motocyklowych i ulicznych bijatyk. Mimo skrajnie różnych charakterów zakochują się w sobie, co nie podoba się matce dziewczyny. Babi, pod wpływem Stepa, otwiera się na świat, staje się odważniejsza i pewniejsza siebie; on, pod wpływem Babi, znacznie łagodnieje.

Pierwsze 30 stron książki było dla mnie bardzo nużące. Oglądałam wcześniej film, który bardzo mi się spodobał i przez to miałam spore wymagania wobec książki, która po przebrnięciu przez wstęp zdecydowanie je zaspokoiła. 
Moccia, jak każdy autor książek młodzieżowych, pisze w sposób lekki i przyjemny, bardzo dostępny dla młodego czytelnika. W swoich powieściach przedstawia młodzież taką, jaką jest, nie stroniąc przy tym od wulgaryzmów, co bardzo w nim cenię. 
Zawsze podchodzę bardzo emocjonalnie do książek, dlatego też czytając "Trzy metry nad niebem" śmiałam się i płakałam, przeżywałam wszystko to, co bohaterowie w danym momencie.
Jeśli chodzi o postacie same w sobie to w tej lekturze są zarówno takie, które darzę ogromną sympatią: Step (zawsze), Daniela, Pallina (nie tylko dlatego że jest moją imienniczką), Pollo czy (wbrew temu co dzieje się pod koniec książki) Babi; jak i takie, które nieprzypadły mi do gustu jak np. Siciliano, Chicco, Maddalena i pani Giacci.
Jeszcze kilka słów o wydaniu. Czytałam tę książkę w wersji kieszonkowej i muszę przyznać że jest naprawdę świetna. Czcionka jest czytelna, litery nie plączą się przed oczami. Wydawnictwo się postarało. Okładka może i najpiękniejsza nie jest, ale ten, kto oceniałby w tym przypadku książkę po okładce wiele by stracił.
Podsumowując: Nie jest to zbyt ambitna lektura, ale za to świetna kiedy chce się poczytać coś lekkiego, przy czym nie trzeba dużo myśleć. Ja zdecydowanie polecam.

Ocena:
9/10

Książka bierze udział w wyzwaniu "Reading Challenge 2015" KLIK w kategorii "Książka, która stała się filmem"

poniedziałek, 16 lutego 2015

"Desperacja"- Stephen King

"W końcu jak daleko leży piekło od Desperacji?"

Po dość długiej przerwie spowodowanej szkołą, treningami i próbami, recenzja horroru Stephena King'a pt. "Desperacja".

"Górnicze miasteczko Desperacja, położone w odludnej części środkowej Nevady, staje się miejscem niezwykłych, przerażających wydarzeń. Niegdyś kipiące życiem, od pewnego czasu sprawia wrażenie opuszczonego przez mieszkańców. Zostały tylko kojoty, węże, skorpiony i myszołowy... oraz miejscowy policjant. Podróżni, którzy tu trafią, poznają prawdziwy sens słowa "desperacja"."
Gorący dzień, pustynia,  środek wielkiego niczego, szosa numer pięćdziesiąt i kilkoro ludzi, którzy znaleźli się w złym miejscu o złej porze. Ale może właśnie takie było ich przeznaczenie?

"Jest policjantem. A jedną rzecz, Carverowie, mogę wam powiedzieć na pewno: kiedy macie przed sobą szalonego gliniarza, macie kłopoty."

Kolejna przeczytana przeze mnie, ale pierwsza zrecenzowana na blogu świetna powieść KIng'a, który Mistrzem swojego gatunku był, jest i pozostanie.
"Desperacja" trzyma w napięciu i mrozi krew w żyłach już od pierwszych stron. 
Każda ze stworzonych postaci dopracowana jest w 100% a wśród nich wybijają się przede wszystkim: Collie Entragian- "szalony" policjant, David Carver- chłopiec, głęboko wierzący w Boga oraz pisarz Johnny Marinville.
W wielu czytanych przeze mnie recenzjach negatywnie oceniana była duża ilość Boga w tej książce a ja oceniam to na plus ponieważ poza tym że powieść jest pełna krwi, trupów i przemocy to mino wszystko porusza też problemy człowieka natury teologicznej i staje się bardziej wartościowa. 
Zdecydowanie polecam.
Pozdrawiam :*

Ocena:
8/10

Książka bierze udział w wyzwaniu "Reading Challenge 2015" KLIK w kategorii "Książka, która ma więcej niż 500 stron"

niedziela, 1 lutego 2015

"Tajemnica gwiazdkowego puddingu"- Agata Christie

Kontynuując temat kryminałów: książka, a właściwie zbiór opowiadań Agaty Christie pt. "Tajemnica gwiazdkowego puddingu". Książkę przeczytałam głównie z ciekawości ponieważ Christie jest jedną z ulubionych autorek mojej przyjaciółki i nie mam pojęcia jakim cudem znalazła się u mojej babci na półce pośród książek o tematyce religijnej. Tak więc "Tajemnicę ..." przygarnęłam do siebie, oczywiście za zgodą babci, która absolutnie nie wiedziała skąd się wzięła (podejrzane...).

Christie o zbiorze:
"Są tu dwa główne dania: "Tajemnica gwiazdkowego puddingu" i "Zagadka hiszpańskiej skrzyni" oraz wybór przystawek: "Szaleństwo Greenshawa", "Sen", "Popychadło" i sorbet: "Dwadzieścia cztery kosy".

"Tajemnica gwiazdkowego puddingu" 
Pierwsze opowiadanie i trochę mnie zawiodło. Zdecydowanie z szybko wpadłam na rozwiązanie zagadki i w dodatku wiadomość: "NIE JEDZ ANI KĘSA PUDDINGU. KTOŚ, KTO CI DOBRZE ŻYCZY" wydała mi się zbyt oklepana.

"Zagadka hiszpańskiej skrzynki"
Opowiadanie znacznie lepsze i bardziej wciągające od poprzednika. Aż do samego końca nie udało mi się rozszyfrować kto jest mordercą. Ciekawi intryga i okoliczności zabójstwa.

"Popychadło"
Ach, ta kobieca intuicja...
Znowu ciekawa historia, dużo podejrzanych, dużo osób posiadających motyw i sposobność zamordować sir Reubena, ciekawe portrety psychologiczne.

"Dwadzieścia cztery kosy"
W roli mordercy warto skupić się na szczegółach.
Niezbyt mnie wciągnęło, ale podoba mi się patrzenie na ludzi przez pryzmat ich przyzwyczajeń, czegoś, no co na ogół nie zwraca się zbytnio uwagi. Zakończenie nie jest najgorsze, ale mogło być lepsze.

"Sen"
Mój NUMER JEDEN w tym zbiorze. Świetna intryga i zakończenie, którego całkowicie się nie spodziewałam.

"Szaleństwo Greenshawa"
Pierwsza połowa mnie nudziła, nie widziałam w niej nic zbytnio ciekawego i dopiero gdy zaczęła się akcja naprawdę się wkręciłam. Zaskakujące zakończenie.

Recenzja ogólna:
Podoba mi się pomysłowość autorki oraz jej styl pisania. W każdej z historii pojawia się interesująca intryga.
W pięciu na sześć opowiadań występuje detektyw Herkules Poirot, który jest postacią bardzo pewną siebie, w niektórych momentach aż irytującą ze swoimi wypowiedziami typu "Ja, Herkules Poirot, nigdy się nie mylę..." itp., ale mimo wszystko bardzo go polubiłam i gdy zabrakło go w ostatnim opowiadaniu "Szaleństwie Greenshawa", a zamiast niego pojawiła się panna Marple, wydawało mi się częściowo puste i czegoś mi brakowało.
Na pewno w przyszłości sięgnę po inne książki i opowiadania Christie. W niektórych opiniach przeczytałam że jest to jedna z gorszych książek tej autorki, a mnie się spodobała, więc jestem ciekawa jakie są lepsze.
Pozdrawiam :*

PS. Okładka, której zdjęcie znajduje się powyżej nie jest moją okładką lecz najbardziej do niej podobną. Zdjęcie mojej książki znajdziecie na moim instagramie @paulinka_zaksiazkowana.

Ocena:
7/10

Książka bierze udział w wyzwaniu "Reading Challenge 2015" KLIK w kategorii "Książka polecona przez przyjaciela"

sobota, 31 stycznia 2015

Książkowy Albo Albo TAG

Witam i zapraszam na TAG nagrany u nas w Polsce po raz pierwszy przez Darkę z BookTube'a, z kanału Więcej Książków KLIK, a który sprawia ogromne trudności wszystkim, którzy go robią i ze mną będzie tak samo. W każdym razie TAG mnie zainteresował i postanowiłam spróbować swoich sił (zobaczymy co z tego wyjdzie). No to zaczynamy!

1. Wolisz czytać tylko trylogie, czy tylko powieści jedno tomowe? 
Czuję się załamana już przy pierwszym pytaniu...
Czytam dużo więcej trylogii i bardzo je lubię pod względem tego, że historia jest bardziej rozbudowana, ale nie potrafiłabym zrezygnować na ich rzecz z powieści jedno tamowych. Dlaczego to musi być takie trudne?! 
Dobra, po spojrzeniu na regał i przeanalizowaniu tego, co się na nim znajduje wybiorę chyba trylogie.

2. Wolisz czytać tylko autorki, czy tylko autorów?
Biorąc pod uwagę że autorki często piszą ckliwe młodzieżówki, które ja osobiście bardzo lubię, a autorzy z kolei bardziej zwracają uwagę na akcję, która też nie jest mi absolutnie obojętna mam przed sobą kolejny trudny wybór.
Po przemyśleniu wybieram książki napisane przez mężczyzn ponieważ nie mogłabym zrezygnować z czytania Stephena Kinga; Andrzeja Pilipiuka; Harlana Cobena, którego polubiłam dopiero niedawno czy Federica Mocci.

3. Wolisz kupować tylko w Empiku, czy tylko na stronach internetowych?
Lubie kupować książki w sklepach stacjonarnych, ale niekoniecznie w Empiku. Mam swoją ulubioną małą księgarnię, w której można znaleźć nawet nowinki z ok. 15zł i zazwyczaj kupuję tam. Ostatnimi czasy przekonałam się trochę bardziej do kupowania książek przez internet i ponieważ mam do wyboru tylko Empik, i tylko strony internetowe wybieram strony internetowe.

4. Wolisz żeby książki były ekranizowane, czy przekształcane w serial?
Ja osobiście wolę ekranizacje ponieważ na seriale łatwo się nakręcam, oglądam kilka odcinków po czym zaczynają mi się nudzić, rezygnuję i wracam do nich po roku kiedy już niewiele pamiętam z poprzednich epizodów. Minusem jeśli chodzi o filmy jest to że niestety podczas tworzenia ich trzeba wyciąć niektóre sceny, bo byłby za długi ale jestem w stanie to przeżyć. Wybieram ekranizacje.

5. Wolisz czytać 5 stron dziennie, czy 5 książek tygodniowo?
Gdybym czytała 5 stron dziennie to kończąc książkę nie pamiętałabym co było na początku. Oczywiście wolałabym czytać 5 książek tygodniowo.

6. Wolisz być profesjonalnym recenzentem, czy autorem?
Jeśli przez bycie profesjonalnym recenzentem chodzi o publikowanie swojego zdania, swojej opinii w gazetach, na stronach internetowych itp. i zarabianie na tym groszy to ja bardzo dziękuję, wolę pisać tutaj na swoim blogu.
Wolałabym zostać autorką. Gdybym miała taką możliwość i jakieś wydawnictwo chciałoby wydać jakieś moje opowiadanie, których piszę całkiem sporo ale jak na razie tylko na użytek wewnętrzny to bardzo chętnie.

7. Wolisz czytać 20 książek w kółko, czy ciągle sięgać po nowe pozycje?
Wolę sięgać po nowe książki

8. Wolisz być bibliotekarką, czy sprzedawcą książek? 
Wolałabym być sprzedawcą książek, założyć taką małą, ciutkę mroczną księgarnię, czytać za kasą...

9. Wolisz czytać tylko ulubiony typ literatury, czy wszystko poza ulubionym typem literatury?
Wolę czytać to, co lubię więc odpowiedzią jest: ulubiony typ literatury.

10. Wolisz książki fizyczne, czy e-booki?
Książki fizyczne. Lubię wąchać książki, kartkować, zaznaczać strony kolorowymi karteczkami, porównywać jaką część już przeczytałam, a jaka jeszcze mi została. W przypadku e-booka te czynności są mało możliwe.


Ok, to już wszystko. Dziękuję tym, którzy dobrnęli do końca. Mam nadzieję że dowiedzieliście się trochę o mnie. Piszcie w komentarzach co sądzicie o tym tagu, czy chcecie zobaczyć jakieś inne w moim wykonaniu, czy wręcz przeciwnie wolicie żebym pozostała przy recenzjach?
Możecie również zrobić ten tag u siebie i podesłać mi link (bardzo chętnie poczytam) lub odpowiedzieć na dole.
Pozdrawiam :*

środa, 28 stycznia 2015

"Tylko jedno spojrzenie"- Harlan Coben

[...]nigdy nie wiemy wszystkiego o tych, których kochamy. I może, jeśli dobrze się nad tym zastanowić, nie wiemy wszystkiego nawet o nas samych.

Pierwszy i z całą pewnością nie ostatni kryminał/thriller zrecenzowany na moim blogu: "Tylko jedno spojrzenie" Harlana Cobena.

Grace Lawson prowadzi spokojne, normalne życie. Jest artystką, ma dwójkę dzieci i cudownego męża. Wszystko nagle się zmienia gdy kobieta odbiera kopertę z Photomatu i pośród swoich zdjęć znajduje podstarzałą fotografię przedstawiającą pięć osób i rozpoznaje w jednej z nich swojego męża, a stojąca obok niego kobieta ma twarz przekreśloną iksem. Jack zaprzecza żeby to on był na zdjęciu jednak jeszcze tego samego wieczoru wychodzi z domu zabierając ze sobą odbitkę i nie wraca. Następnego dnia zaniepokojona Grace zawiadamia policję lecz dowiaduje się że skoro Jack jest pełnoletni, w pełni poczytalny i niema konkretnych powodów podejrzewać że znajduje się w niebezpieczeństwie nie mogą oni zbyt wiele zrobić.  Kobieta postanawia rozpocząć poszukiwania na własną rękę. Okazuje się że mężczyzna został porwany. Wszystkie tropy prowadzą do tragicznych wydarzeń z przed piętnastu lat, kiedy Grace cudem uszła z życiem z zamieszania, które wybuchło na koncercie. 

"Tylko jedno spojrzenie" jest moim pierwszym spotkaniem z twórczością Cobena, dlatego mogę powiedzieć że zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia. Przeczytałam tę pozycję jednym tchem.
Powieść z wartką, pełną zwrotów akcją oraz intrygą. W niej nic nie jest takie, jakie się wydaje na pierwszy rzut oka i należy być przygotowanym na wszystko...ale i tak to nic nie da bo na koniec okaże się że jesteś przygotowany na prawie wszystko, ale nie na to co przygotował autor. 
Czytelnik zna odpowiedzi na niektóre pytania, na które odpowiedzi poszukuje główna bohaterka. Wie kto?, kiedy?, jak? porwał Jacka, ale nie zna odpowiedzi na najważniejsze pytanie: dlaczego?. 
Autor pokazuje nam jaka krucha linia oddziela przeszłość i wspomnienia od teraźniejszości i jak jeden drobiazg potrafi ją nieodwracalnie przerwać.
W powieści pojawia się bardzo wielu bohaterów, ale każdy z nich jest spełnia jakąś rolę. Niema kogoś takiego, kto po prostu by sobie był i nic nie wnosił do fabuły. Nawet postać, która pojawia się w książce raz ma jakiś, nawet niewielki, wpływ na to, co się dzieje.
Kolejną rzeczą którą oceniam na ogromny plus jest epilog, z którego dowiadujemy się jak ułożyły się losy bohaterów po rozwiązaniu zagadki. Nigdy nie sądziłam że można płakać podczas czytania thrillera, a jednak... Płakałam przy części dotyczącej dzieci Grace i Jacka, zwłaszcza ośmioletniej Emmie.
Książka naprawdę godna polecenia.
Pozdrawiam:*

Ocena:
10/10

Książka bierze udział w wyzwaniu "Reading Challenge 2015" KLIK w kategorii "Książka, która doprowadziła cię do łez"

niedziela, 25 stycznia 2015

"Dziewięć żyć Chloe King. Upadła"- Liz Braswell

No i wracamy do literatury młodzieżowej i fantastyki z książką "Dziewięć żyć Chloe King. Upadła" autorstwa Elizabeth J. Braswell (Liz Braswell). Jest to pierwsza część cyklu pt. "Dziewięć żyć Chloe King".

Chloe King jest zwykłą nastolatką: chodzi do szkoły, nie dogaduje się z matką, większość wolnego czasu spędza z przyjaciółmi: outsiderką, punkówą Amy i nieśmiałym Paulem. Jej życie zmienia się gwałtownie w przeddzień jej szesnastych urodzin kiedy to spada z okna wieży Coit Tower (siedemdziesiąt metrów). Dziewczyna nie powinna przeżyć, ale udało jej się. Mało tego niema żadnych poważnych obrażeń. Chloe zaczyna odkrywać swoje nowe, niespotykane zdolności, ale niema z kim się nimi podzielić gdyż okazuje się że Amy i Paul zostali parą i dużo bardziej interesują się teraz sobą nawzajem niż nią przez co ta czuje się jak piąte koło u wozu. 
Osamotniona dziewczyna nawiązuje bliższy kontakt z Alekiem "młodym Rosjaninem o stalowych oczach i subtelnie rzeźbionych rysach twarzy" oraz poznaje przystojniaka w czapce z kocimi uszami Briana.

Chciałabym zacząć od oryginalnej fabuły, która w dużej mierze opiera się na mitologii egipskiej, gdzie koty traktowane był z ogromnym szacunkiem niemal na równi z bogami.
Język, którym posługuje się autorka jest barwny, łatwo przyswajalny i pełen humoru dzięki czemu książkę czyta się szybko, miło i przyjemnie.
W niektórych momentach miałam wrażenie że powieść jest zbyt przewidywalna i teraz po przeczytaniu jej wydaje mi się że jeśli chodzi o główną bohaterkę to można rozszyfrować ją bardzo szybko (i szczerze mówiąc nie wiem czy oceniać to na plus, czy na minus) lecz wszystkie pozostałe postacie i wątki mimo że na pozór wydają się oczywiste to niekoniecznie muszą takie być.
Jeśli chodzi o postacie to chyba nie mam w tej pozycji takiej, której bym nie polubiła (może poza Keirą, która pojawiła się tylko kilka razy). Pod koniec książki zawiodłam się wprawdzie na Brianie, ale nie wpłynęło to zbytnio na moją sympatię do niego.
Lektura kończy się zostawiając mnóstwo pytań i niedosyt, który zachęca czytelnika do sięgnięcia po kolejne części.
Bardzo serdecznie polecam.
Pozdrawiam :*

Na koniec cytat z rozmowy Aleka i Chloe potwierdzający humor tej powieści:
"Alek: Założę się że rozmawiałaś z swoim drugim chłopakiem.
Chloe: Jeśli przez rozmawianie rozumiesz oddawanie moczu, a przez chłopaka łazienkę, to tak."

Ocena:
8/10

Książka bierze udział w wyzwaniu "Reading Challenge 2015" KLIK w kategorii "Książka z miłosnym trójkątem". 

czwartek, 22 stycznia 2015

"Tajny dziennik"- Sebastian Barry

Dzisiaj książka "z pogranicza literatury pięknej i powieści obyczajowej" czyli "Tajny dziennik" Sebastiana Barry'ego. Powieść, po której przeczytaniu mogła  wykrztusić tylko jedno słowo: "piękna".

"Historia kobiety, której naiwność, pogoda ducha i fascynująca uroda skazały ją na życie w zamknięciu."
Roseanne McNulty to około stuletnia kobieta, która znaczną część swojego życia spędza w zakładzie psychiatrycznym. Szpital przeznaczony jest do rozbiórki, a  psychiatra, doktor William Grene, staje przed trudnym obowiązkiem określenia, którzy pacjenci wymagają dalszej opieki i przeniesienia do nowej placówki, a który zostali umieszczeni w zakładzie z powodu nacisku społeczeństwa i mogą powrócić do normalnego życia. Lekarza intryguje przypadek Roseanne i postanawia znaleźć uzasadnienie, dlaczego uznano ją za chorą umysłowo. Kobieta niechętnie odpowiada na pytania, ale w ukryciu spisuje wszystkie swoje traumatyczne wspomnienia z młodości, a zapisane kartki ukrywa pod obluzowaną deską podłogową licząc, że po jej śmierci ktoś je znajdzie. 

Powieść napisana jest w formie notatek Roseanne oraz doktora Grene'a, dzięki czemu czytelnik poznaje historię z subiektywnego punktu widzenia kobiety, która bezpośrednio brała udział w wydarzeniach, które opisuje, oraz obiektywne z punktu widzenia lekarza, który rozpatruje wszystkie informacje.
Lektura napisana jest zrozumiałym dla czytelnika językiem co w połączeniu z ciekawą historią sprawia, że przez książkę bardzo przyjemnie się płynie. Tak piękna, że nawet opis na pozór zwykłej, starej jabłoni staje się niezwykle wzruszający.
Niestety znalazłam w tej książce kilka drobnych minusów. Występuje w niej dużo zbiegów okoliczności i za wcześnie czytelnik jest w stanie domyślić się zakończenia.
Lubię wypowiadać się o okładkach to i teraz się wypowiem używając słowa które już kilka razy pojawiło się w tej recenzji: piękna. Widzimy na niej kobietę siedzącą na skraju jakiegoś urwiska patrzącą prawdopodobnie na miasteczko w tle lub na zachmurzone niebo lecz nie jesteśmy w stanie określić tego dokładnie ponieważ nie widzimy twarzy postaci. Elementem przykuwającym wzrok jest czerwony but na obcasie, który został uwypuklony.
Na sam koniec chciałabym zacytować jedno zdanie z tej książki, które zostało użyte w sensie dosłownym, ale ja uważam je jednocześnie za cudowną metaforę głównej bohaterki: "Mróz może jedynie zatrzymać stare drzewo, ale go nie pokona."
Pozdrawiam :*
Ocena:
9/10

Książka bierze udział w wyzwaniu "Reading Challenge 2015" KLIK w kategorii "Książka, która była oryginalnie napisana w innym języku".

wtorek, 13 stycznia 2015

"Feral"- Kate Wild

"Ich ciała i umysły były wytrenowane do perfekcji. Nie dopuszczano żadnych słabości. Mieli być dziećmi jutra, dziećmi nowej ery, gotowi ratować świat."

Kolejna młodzieżówka na moim blogu czyli "Feral" Kate Wild. Powieść leżała na mojej półce przez co najmniej dwa lata zanim w końcu zdecydowałam się ją przeczytać.

Atlantyda według Wikipedii:
"Mityczny kraina, która miała być miejscem istnienia rozwiniętej cywilizacji zniszczonej przez serię trzęsień ziemi i zatopionej przez wody morskie."

Każdemu kiedyś obiła się o uszy nazwa Atlantyda. Przeze mnie zawsze była kojarzona z pięknym miastem pod wodą w którym niema zła ani strachu. 
Kate Wild przedstawia nam Atlantydę jako miasto pełne bezlitosnych żołnierzy szkolonych od dziecka na perfekcyjne maszyny do zabijania. Mistrzowie zadbali o to, żeby nie odczuwali bólu, wytrzymywali w najgorszych warunkach i co najważniejsze, żeby z zimną krwią zabijali za Miasto. Właśnie kimś takim jest tytułowa Feral, a nawet jeszcze gorsza. Dziecko projektu "chimera".
Życie dziewczyny jest rutyną, ale ona zdążyła się już do tego przyzwyczaić gdy na jej drodze pojawia się młody uciekinier Crow, któremu ratuje życie oraz popełnia okropną zbrodnię. Feral jest zmuszona uciekać...

Książka napisana ciekawym i "przyjemnym" językiem. Historia jest oryginalna, choć trochę zbyt przewidywalna (Deimosa niestety rozszyfrowałam już na początku). W niektórych momentach akcja pędzi do przodu z zawrotną prędkością (walki, ucieczka) i wtedy czytałam ją z wypiekami na twarzy i myślą "co będzie dalej?", a w innych ciągnie się niemiłosiernie że aż miałam ochotę ją odłożyć lub ominąć kilka kartek. 
Postaciami nad którymi chciałabym się dłużej zatrzymać jest oczywiście Feral, jest osobą która nie da sobie w kaszę dmuchać, twardą dzięki szkoleniu ale jednocześnie bardzo wrażliwą chociaż stara się tego nie okazywać. Kolejną osobą jest Bonnie, którą podziwiam z jej siłę i wytrwałość oraz poszukiwanie "szczęścia" przez całe szesnaście lat aż w końcu miała je przy sobie. Prawie żadna nastolatka nie miałaby wystarczająco dużo odwagi by zrobić to, co zrobiła ona. 
Oczywiście pojawił się w powieści wątek miłosny ale rozwijał się bardzo powoli i nie przysłaniał akcji. Cieszę się że znacznie większy nacisk został położony na relacje Feral i Bonnie niż na relację Feral i Crowa, Deimosa czy Prospera-zdrajcy. 
Na koniec chciałabym wspomnieć jeszcze o okładce, która absolutnie nie zachęcała mnie do sięgnięcia po lekturę i tu powiedzenie "nie oceniaj książki po okładce" jest całkowicie prawdziwe (tak, wiem że to przenośnia i że wcale nie chodzi o książki, tylko o ludzi).
Polecam bardzo serdecznie.
Pozdrawiam :*
Ocena:
7/10

Książka bierze udział w wyzwaniu "Reading Challenge  2015" KLIK w kategorii "Twoja książka, której nie czytałaś". 

piątek, 9 stycznia 2015

"Rywalki"- Kiera Cass

Życie w pałacu, mnóstwo sukienek i książę z bajki. Brzmi jak marzenia prawiek każdej małej dziewczynki. No bo w co najczęściej bawią się dziewczynki? W księżniczki. No dobra, ja nie bawiłam się w księżniczki tylko w barbarzyńców z pociągu, ale to ja, tego nie ogarniesz. 
Dzisiaj recenzja książki Kiery Cass "Rywalki", pierwszy tom z serii "Selekcja".

America Singer należy do kasty Piątek, artystów położonych na stosunkowo niskim szczeblu. Specjalizuje się w muzyce, śpiewa i gra na instrumentach dzięki czemu pomaga rodzicom w utrzymaniu, jednak zarobki są znaczące tylko w okresie świąt Bożego Narodzenia i Dnia Wdzięczności. Dziewczyna od dwóch lat spotyka się potajemnie z Aspenem, którego bardzo kocha ale wie że jej matka nie zaakceptowałaby tego związku gdyż chłopak pochodzi z kasty Szóstek. 
Sytuacja finansowa rodziny może zmienić się gdy do ich domu dociera list o Eliminacjach w których może wystartować Ami, a których nagrodą jest miłość księcia Maxona i korona. Wystarczy tylko zostać wylosowaną z pośród kilku tysięcy innych dziewcząt z dzielnicy a następnie wygrać "wyścig" z 34 kandydatkami. 
America nie chce zostać księżniczką, nie chce opuszczać rodziny i Aspena ale w końcu ulega ich namowom i postanawia wysłać zgłoszenie... i ta decyzja zmienia jej życie. 

Lekka i przyjemna lektura przy której można się pośmiać i odpocząć. Może trochę zbyt przewidywalna (przynajmniej jak dla mnie) co absolutnie nie zmienia tego, że spodobała mi się.
Kupując tę powieść nie słyszałam o niej ale zachwyciła mnie okładka i dlatego po nią sięgnęłam. Nie tylko okładka jest piękna ale i cała grafika: numeracja stron, rozdziałów i inicjały na początku każdego rozdziału.
Książka zachowana w klimacie reality show. Cały kraj przygląda się 35 kandydatkom na księżniczki, ocenia je i kibicuje faworytkom. Nie trafiłam nigdy wcześniej na podobną książkę i dlatego bardzo się cieszę że miałam okazję zapoznać się z nią.
I jeszcze jedno: akcja toczy się po IV wojnie światowej.
Pozdrawiam :*

Nie zaznaczyłam żadnego cytatu, którym mogłabym się z wami podzielić :(

Książka bierze udział w wyzwaniu "Reading Challenge 2015" KLIK w kategorii "Książka- reality show".

niedziela, 4 stycznia 2015

"Opium w rosole"- Małgorzata Musierowicz

Jedna z niewielu pochłoniętych przeze mnie w krótkim czasie lektur szkolnych czyli "Opium w rosole" Małgorzaty Musierowicz.

Książka opowiada przede wszystkim o losach sześcioletniej Genowefy, która bez żadnych oporów "wkręca się" w życie kilku rodzin przychodząc do nich z niezapowiedzianymi wizytami na "obiadki" i zaprzyjaźniając . Poznaje w ten sposób rodzinę Lewandowskich i Borejków, braci Ogorzałka (Piotra i Maćka) oraz Kreskę i jej dziadka.  Dziewczynka raczej nie mówi o swoim domu i rodzicach, a gdy już coś napomknie to plącze się w zeznaniach i szybko zmienia temat. 

Powieść napisana ciekawym, przystępnym i lekkim językiem. Pokazuje ona przyjaźń, dobroć i miłość, czyli wartości, które powinny być ważne w życiu każdego człowieka. Przedstawia jak ważna jest dla dziecka miłość rodziców.
Postać Genowefy jest obrazem zwykłego dziecka, które zawsze o wszystkim mówi bo po prostu niema powodu żeby coś ukrywać (poza kwestią rodziców), zadaje dużo pytań bo wie, że zawsze otrzyma na nie odpowiedź i zawsze wszystko wiedzieć, chodź dorosłym to często nie na rękę.
Dość rozbudowany jest tu również wątek nastoletniej miłości. Kreska jest zakochana w Maćku, Maciek w Matyldzie, a Matylda w samej sobie. W końcu Maciek zaczyna zauważać w Kresce kogoś więcej niż przyjaciółkę a w Matyldzie pustkę i dalej zdarzenia się toczą...
Książka określana jest jako powieść dla dzieci i młodzieży, ale ja uważam że powinien przeczytać ją każdy i dostrzec że dziecko to też człowiek, chociaż jeszcze mały, i tak jak wszyscy potrzebuje czułości i miłość oraz że nie trzeba  mieć wiele, aby dzielić się tym z innymi.
Pozdrawiam :*

Książka bierze udział w wyzwaniu "Reading Challenge 2015" KLIK w kategorii "Książka napisana przez kobietę".